https://youtube.com/@The.Sweetest - Bardzo Was proszę zasubskrybujcie mój drugi kanał!☀️INSTAGRAM - katiusza_plhttps://youtu.be/A0Uuj6HO0ig MÓJ PIERWSZY FILM Cykle świadomości. - max love 333. Analiza i oczyszczanie duszy. Cykle świadomości. Józef: Cześć Oświeceni. 😀 Mam problem. Haha. Otóż zrobiłem sobie analizę duszy, następnie po tym oczyszczanie. Nie wiem czy to ma jakiś związek z tym, co się u mnie wydarza, ale sam już nie umiem sobie tego jakoś wytłumaczyć. Mianowicie od Tak teraz wygląda najmłodszy syn Daniela Olbrychskiego! Wiemy, czym się dziś zajmuje 35-letni Viktor Longo (ZDJĘCIA) 241. Życie prywatne Daniela Olbrychskiego od lat budzi emocje. Jego cash. Dzisiaj mogłabym sobie zaśpiewać: „Dziesięć lat minęło, jak jeden dzień…”. 10 cudownych, magicznych, wspaniałych lat! Jesteśmy już razem z K. dekadę, a nadal po uszy w sobie zakochani. Łączy nas nie tylko wielka miłość, ale też pasje, praca, nauka. Spędzamy ze sobą całe dnie i noce, a nigdy nie mamy siebie dość. Dziś, po tych dziesięciu latach, nadal czuję się jak zakochana nastolatka i kiedy umawiamy się na randkę, mam motylki w brzuchu. Sama wielka, piękna miłość jednak nie wystarczy, żeby stworzyć szczęśliwy związek. Pokochać to jedno, ale polubić, zrozumieć, akceptować i szanować, to inna sprawa. Nasza miłość zrodziła się z ogromnej przyjaźni, więc wiadomo, że się lubimy. Uwielbiamy spędzać ze sobą czas i świetnie się razem bawimy. Rozumiemy się bez słów. Akceptujemy swoje słabości i szanujemy się wzajemnie. Jasne, że zdarza nam się kłócić, jak każdemu, ale są to kłótnie krótkie i zakończone cudownym godzeniem się. Przez całe 10 lat nie miałam ani jednej chwili zwątpienia, że może jednak to nie jest to, że może z kimś innym byłoby mi lepiej. Nie! Jestem pewna, że najlepiej mi było, jest i będzie z moim K. A skąd to wiem? Stąd, że każdego dnia czuję się jak w bajce. Serio! I właśnie dlatego tak łatwo przychodzi mi cieszyć się życiem, bo dzięki tej jednej, najważniejszej osobie, mam je tak cudowne:) Ten, kto dobrze zna K. wie, że wcale nie jest trudno Go pokochać. To najwspanialszy człowiek, jakiego znam! Człowiek o wielkim sercu dla każdego, kogo spotyka na swojej drodze. Nie jest tak, że dba tylko o mnie, swoją rodzinę czy przyjaciół. Dba o każdego, kto jest lub nawet nie jest w potrzebie. Nie przejdzie obojętnie obok pana pod sklepem, który prosi o jakieś jedzenie. Zawsze chętnie pomoże moim rodzicom, dziadkom, bratu. Ma serce na dłoni dla wszystkich i pewnie dlatego nie tylko ja tak bardzo Go kocham, ale też cała moja rodzina!;) Jest moją opoką, z nim czuję się bezpiecznie i spokojnie. Wspiera mnie we wszystkim, co robię. Bez niego pewnie wielu rzeczy nie udałoby mi się osiągnąć. Ma anielską cierpliwość, zwłaszcza do mnie i do mojego miliona szalonych pomysłów. Jest mądry, ambitny, zaradny. Jest genialny we wszystkim, co robi. Jest moim ideałem, bez którego nie wyobrażam sobie życia!:) Mam świadomość, że może z tego wpisu wyszedł mi swojego rodzaju „hymn pochwalny”, ale nic nie szkodzi:) Blog jest sporą częścią mojego życia i chciałam właśnie dzisiaj, w tak szczególnym dniu, podzielić się z Wami moim szczęściem i utrwalić to, co czuję, żeby za kilkanaście lat, kiedy będę świętować nasze kolejne rocznice, usiąść z lampką wina i przypomnieć sobie jak to było po 10 latach. Poza tym pisząc tutaj, jest mi łatwiej wyrazić, co kryje się za słowem „dziękuję” kierowanym do K., a wiem, że On to za chwilę przeczyta:) Do napisania tego tekstu skłoniło mnie też coś, co ostatnio zajmuje mi trochę czasu. Wielkimi krokami zbliża się nasz ślub (tak, akurat w roku, kiedy obchodzimy swoje 10-lecie, to nie jest przypadek <3) i jestem w trakcie pisania mojej przysięgi. Uwierzcie mi, że w głowie tańczy mi tyle pięknych myśli, a jednak kiedy mam przelać je na papier, nie chcą z niej wyjść. Mam nadzieję, że w końcu się z tym uporam i że, co najważniejsze, uda mi się tę przysięgę wypowiedzieć ukochanemu, stojąc przed stu sześćdziesięcioma osobami…:) Wracając do rzeczywistości, chciałabym dzisiaj podzielić się z Wami czymś jeszcze. Z okazji naszej rocznicy postanowiliśmy zorganizować przyjęcie dla przyjaciół. Marzyłam o takim prawdziwym, eleganckim przyjęciu w ogrodzie, z pięknymi dodatkami i ozdobami. No i po części się to udało. Zgadnijcie co popsuło nam szyki? Tak, pogoda;) Niestety organizując cokolwiek na powietrzu w Polsce, trzeba mieć na uwadze ewentualny deszcz. Przyjęcie miało odbyć się w piątek. Dwa dni wcześniej wybraliśmy się z K. nad morze i tam, jak zwykle, pogoda nas rozpieściła: piękne słońce, bezchmurne niebo i tak gorąco, że spaliliśmy sobie plecy. Wróciliśmy w piątek nad ranem do Wrocławia, żeby odebrać piękny tort, który widzicie na zdjęciu. Dodam, że wieczorem okazało się, że był równie piękny co i pyszny! Polecam Wam cukiernię SŁODKO we Wrocławiu – zamawiamy u nich ostatnio różne torty i będą też dla nas robić słodki stół na wesele:) Z Wrocławia pojechaliśmy do naszego rodzinnego miasta, żeby zabrać się za przygotowania. Wymyśliłam sobie, że przyjęcie odbędzie się na mojej działce pod lasem, na której kiedyś, kiedy stwierdzimy, że mamy już dosyć wielkiego miasta i chcemy wracać do naszego małego miasteczka, wybudujemy nasz dom:) Póki co, nie ma tam nic! Cisza, spokój i natura. Na szczęście, stoi też garaż, który uratował nam imprezę. Ale po kolei. We wszystkich przygotowaniach pomagali nam moi dziadkowie, brat i przyjaciel. Podczas gdy ja piekłam słodkości, robiłam z babcią sałatki, mięso i inne przysmaki, panowie, czyli K., mój brat, dziadek i przyjaciel, sprzątali garaż i szykowali wszystko na działce. Wymyślili nawet dach z plandeki, który uchronił nas przed deszczem. Do działki od babci mam jakieś 6 kilometrów, więc miałam sporo kursowania ze wszystkim. Na przyjęcie kupiliśmy specjalnie duży stół, lampki, girlandy, kubki, jednorazowe naczynia i sztućce. Wymyśliłam sobie, że kolor przewodni przyjęcia będzie taki, jaki ma być na naszym weselu, czyli ecru, złoto i pudrowy róż. Udało mi się znaleźć złote sztućce i złoto – różowe talerzyki o marmurowym wzorze! Polecam Wam PAN TALERZYK i PARTY BOX – znajdziecie tam cuda! To ocean inspiracji, jeśli chodzi o organizację imprez;) Wszystko pięknie, do godziny dopisywała nam nawet względnie pogoda, więc postanowiłam właśnie wtedy zrobić już zdjęcia, chociażby stołu z tortem i zastawą, bo bałam się (i słusznie) wieczornego deszczu. Wszystko więc naszykowałam, rozdysponowałam zadania dla reszty i zabrałam się za robienie zdjęć. Niestety, pogoda zweryfikowała mój pomysł i schowała gdzieś słońce, a zamiast tego poczęstowała nas wiatrem, który śmiało można nazwać wichurą! Zrezygnowałam więc z miejsca, w którym miał stać stół i przenieśliśmy go za garaż, żeby trochę mniej wiało. Nie rozwiesiłam też lampionów, girland i innych rzeczy. Obrus umocniłam kamieniami, żeby go nie zwiało i kazałam chłopcom być w pogotowiu, gdyby któryś talerz poleciał w siną dal;) Zdjęcia jako tako udało się zrobić, ale nie jest to do końca efekt, o jakim marzyłam. Mówi się trudno i czeka na kolejną okazję do zorganizowania podobnego przyjęcia;) Zobaczcie jednak, jak pięknie taka impreza może wyglądać: Może nie wszystko wyszło jak chcieliśmy, ale najważniejsze jest to, z kim taki czas się spędza. To właśnie dzięki temu wieczór ( i pół nocy!) nam się udał i tę imprezę zapamiętamy do końca życia – było cudnie!:) Cieszę się, że w tym roku, już po raz drugi, udało nam się wygrać okładkę iMagazine. Bardzo mi na tym zależało, ponieważ w tym miesiącu obchodzimy dziesiąte urodziny Nozbe! Chciałem świętować je właśnie z Tobą, czytelniku iMagazine, oraz zespołem wydawniczym, z którym związany jestem od początku istnienia magazynu – moje felietony o produktywności pojawiają się w nim od pierwszych numerów. Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 2/2017 Na wstępie będę chciał wyjaśnić, dlaczego i jak walczyliśmy o okładkę tego numeru iMagazine, a potem przejdę do podsumowania dziesięć lat Nozbe – w kontekście biznesu i aplikacji, ale także rozwoju ekosystemu Apple w ciągu tej dekady – czyli to, co Ciebie, czytelniku iMagazine, szczególnie zainteresuje. Nie przesadziliście z ceną za okładkę? Zacznę od pytania, które zadaje mi każdy, kto zobaczy cenę, jaką na aukcji osiągnęła w tym roku okładka: 22 400 złotych: „Oszaleliście?”. Nie! Już tłumaczę, dlaczego. Te pieniądze idą na WOŚP – na pomoc dzieciakom. Więc nie ma tematu. Tę wspaniałą akcję warto wspomóc tak dalece, jak się tylko da. Uważam, że Dominik wraz z redakcją iMagazine mieli super pomysł z licytacją okładki, toteż chętnie wsparłem ten pomysł. I tak chciałem wpłacić pieniądze na Orkiestrę. Skąd mamy tyle pieniędzy na tę inicjatywę? Efekt oszczędzania. Od dziesięciu lat prowadzenia Nozbe co miesiąc odnotowywaliśmy zysk. Mniejszy lub większy, ale każdy miesiąc był na plusie. Dlatego podjąłem decyzję, aby każdego miesiąca nie tylko płacić 19% podatku liniowego, ale także odkładać część pieniędzy na inne sprawy, między innymi 3% na cele charytatywne. Mam prosty arkusz Numbers, który wszystko za mnie wylicza i tak od dziesięciu lat odkładam 3%, miesiąc w miesiąc, i przelewam je na osobne konto w mBanku. Kiedy odbywają się takie akcje, jak licytacja okładki, mogę być naprawdę hojny, bo wiem, że mam pieniądze przeznaczone specjalnie na ten cel. Lubimy pomagać. Pomoc jest naszą misją, bo jako Nozbe wspieramy zapracowane i zestresowane osoby oraz ich zespoły tak, by mogły lepiej się zorganizować. Poza tym właśnie dzięki regularnemu oszczędzaniu na cele charytatywne pomagamy innym finansowo. Oba te typy pomocy sprawiają nam niesamowitą frajdę! Ok. Teraz czas na podsumowanie dziesięciu lat Nozbe: 2005 rok – jak powstała aplikacja Nozbe i dlaczego była tylko webowa? Początki są trudne… Eee, w moim przypadku wcale nie były. Po prostu przeczytałem książkę Davida Allena „Getting Things Done” i stwierdziłem, że muszę się zorganizować. Jako freelancer zajmujący się marketingiem internetowym miałem coraz więcej klientów i nie potrafiłem ogarnąć wszystkich zobowiązań. Szukałem różnych narzędzi do wdrożenia metodologii GTD w życie i nie mogłem znaleźć nic odpowiedniego. Dzięki magii PHP i MySQL napisałem więc w jeden weekend prototyp Nozbe. Wybrałem technologie webowe, bo chciałem w przyszłości mieć dostęp do aplikacji z każdego miejsca na ziemi. Potem przez kolejne miesiące usprawniałem projekt, ze dwa razy przepisałem go, aby w 2006 roku podjąć w końcu decyzję, że zaprezentuję go światu. Skoro mnie się fajnie z nim pracuje, to może innym też się spodoba. 2007 rok – pierwsze trzy miesiące Nozbe, czyli jak udało się przekonać pierwszych stu klientów 1 lutego 2007 roku odbyła się premiera Nozbe. Tylko w języku angielskim, bo w Polsce prawie nikt wtedy o GTD nie słyszał. W ciągu pierwszego tygodnia pojawiło się dziesięciu użytkowników. Potem moja aktywność na blogach i forach o GTD zaczęła procentować i pojawiły się pierwsze artykuły o Nozbe. I nagle: lawina użytkowników. Do maja Nozbe miało ich już 5000! Wtedy wprowadziłem konta płatne, aby sprawdzić, czy ktoś faktycznie będzie chciał zapłacić za korzystanie z narzędzia. Tak oto pozyskałem stu pierwszych płacących klientów. Z jednej strony kupiło tylko 2% osób, z drugiej jednak miałem już aż sto osób płacących za mój programik rozwijany „po godzinach”. 2007 rok – iNozbe – pisanie Nozbe na iPhone’a po omacku W 2007 roku premierę miał też inny produkt – iPhone. W sprzedaży pojawił się w czerwcu, ale tylko w Stanach Zjednoczonych. Moi klienci zaczęli pytać o Nozbe na iPhone’a. Wtedy można było robić na niego tylko aplikacje webowe. Używając więc Safari na moim Thinkpadzie, różnych innych symulatorów oraz testując program z pomocą użytkowników, po tygodniu kodowania stworzyłem – pierwszą aplikację do GTD na iPhone’a na świecie. I najlepsze było to, że tę aplikację w akcji na rzeczywistym iPhonie zobaczyłem dopiero we wrześniu (po trzech miesiącach!), kiedy poleciałem do San Francisco na konferencję i dostałem swego pierwszego iPhone’a. 2008 rok – Nozbe full time, czyli najważniejsza decyzja w moim życiu Do tej pory pracowałem na dwa etaty. Do godziny 16:00 obsługiwałem moich klientów jako „internet marketer”, a popołudniami pracowałem nad Nozbe. W 2008 roku przychód z Nozbe był już na tyle stabilny, że zacząłem stopniowo „zwalniać” moich klientów i skupiać się tylko na Nozbe. Wtedy też zatrudniłem pierwszego pracownika – młodego, bardzo zdolnego programistę – Tomka. Na początku na pół etatu. Tomek jest z nami do dziś i jest CTO Nozbe. 2008 rok – spotkanie z guru, z Davidem Allenem Także w tym roku sam David Allen, autor książki o GTD, miał swoje pierwsze szkolenie w Warszawie. Zapisałem się na nie rzecz jasna! A dzięki swym kontaktom udało mi się po szkoleniu zaprosić go na kolację – wspólnie z naszymi żonami. Wow! Zaledwie po roku prowadzenia Nozbe osobiście poznałem swojego guru. Jeśli ja, nieznany nikomu gość z Polski, może jeść kolację z autorem bestselerowej książki i guru zarządzania czasem, to wszystko jest możliwe! 2009 rok – Nozbe w App Store Pomimo wczesnego sukcesu z iNozbe, niestety przespałem App Store w 2008 roku i potem pośpiesznie szukałem rozwiązania na napisanie natywnej aplikacji na iPhone’a. Nie znałem Objective-C, więc zatrudniłem wietnamskich programistów, aby napisali mi prostą aplikację na iPhone’a. Udało się ją wypuścić do App Store’a i to był sukces, ale niestety aplikacja nie była najlepsza i wymagała wielu poprawek. Musiałem coś z tym zrobić, bo iPhone zyskiwał na popularności i był już sprzedawany prawie na całym świecie. 2010 rok – Nozbe na iPada i iPhone’a Poznałem chłopaków z firmy Macoscope i rozpoczęliśmy współpracę. Kontynuowali rozwijanie aplikacji Nozbe na iPhone’a i stworzyli appkę na iPada. Dzięki nim udało się bardzo szybko zbudować aplikację dużo lepszą od poprzedniej i pojawić się na iPadzie zaledwie dwa miesiące po premierze tego urządzenia! Dzięki temu Nozbe znowu było liderem w dziedzinie produktywności na oba hity od Apple – zarówno iPhone’a, jak i iPada. 2010 rok – Nozbe po japońsku Ciągle usprawniania aplikacja webowa Nozbe oraz dodatkowe appki na iPhone’a i iPada były dostrzegane w wielu krajach, chociaż Nozbe było dostępne tylko po angielsku. Wtedy też jakiś bloger z Japonii napisał książkę (po japońsku) o kreatywnej pracy na urządzeniach Apple… i pierwszy rozdział poświęcił w całości Nozbe. Pamiętam to jak dziś – sprawdzam zamówienia Nozbe i widzę mnóstwo nowych klientów z Japonii. Wchodzę na Twittera i, gdy wyszukuję wzmianki o „nozbe”, co 20 wzmianka NIE jest po japońsku. Wow! Musiałem szybko znaleźć w Polsce osobę znającą japoński, aby móc odpowiadać na maile od nowych klientów i stworzyć japońską wersję strony. Nie mogłem wówczas w to uwierzyć! Co miesiąc zapisywało się do Nozbe więcej Japończyków niż Amerykanów! 2010 rok – Nozbe po polsku – dopiero teraz! Dopiero po trzech latach pracy nad Nozbe zabraliśmy się za tłumaczenia strony na dodatkowe języki, przede wszystkim na polski i wspomniany japoński. Dla mnie zawsze większe znaczenie miało to, w jakim języku mówią moi klienci, a nie z jakiego kraju sam pochodzę. W 2010 roku zauważyłem jednak, że tematyka organizacji czasu i produktywności zaczyna zyskiwać popularność w Polsce i zainteresowanie Nozbe wzrasta, więc czas było działać. 2011 rok – Nozbe trzęsie Japonią Kontakt z blogerem z Japonii – panem Zono-san – zaowocował popularyzacją Nozbe w Japonii, pierwszą książką o Nozbe i moją pierwszą podróżą do Kraju Kwitnącej Wiśni. Wyjazd był świetnie zaplanowany i połączony z pierwszą konferencją prasową. Został jednak przerwany za względu na silne trzęsienie ziemi i fale tsunami. Musieliśmy przerwać promocję, a ja postanowiłem wrócić wcześniej do domu. Zanim wróciłem, wraz z Japończykami, postanowiliśmy użyć Nozbe do pomocy poszkodowanym i stworzyliśmy projekt – udało się wówczas wesprzeć wiele osób szukających informacji i porad w tych tragicznych okolicznościach! 2012 rok – Nozbe na desktop, jest już w Mac App Store Po aplikacjach na iOS i fali „Web rynek skłaniał się ku aplikacjom natywnym, więc postanowiliśmy stworzyć aplikację Nozbe na Maca i komputery z systemem Windows. Mieliśmy dużo problemów, ale w końcu udało się pożenić technologie webowe i natywne oraz z sukcesem wrzucić aplikację Nozbe do Mac App Store. 2013 rok – kurs „10 kroków do maksymalnej produktywności” Zauważyłem, że mój biznes trapi problem jajka i kury: wiele osób nie korzysta z Nozbe lub nie umie z niego dobrze skorzystać, bo nie zna podstawowych technik organizacji czasu. Dlatego postanowiłem nagrać kurs „10 Kroków do maksymalnej produktywności”. Wybrałem formę video i nagrałem go we wszystkich językach, jakie znam, czyli po polsku, angielsku, hiszpańsku i niemiecku. W 2017 roku wydamy ten kurs w wersji rozszerzonej i zaktualizowanej jako książkę (zapisy pod adresem: 2013 rok – Nozbe – na wszystkie platformy W tym roku zrozumieliśmy, że „wersja mobilna” nie jest dodatkiem do Nozbe, ale często bywa głównym kanałem, na którym ludzie korzystają z aplikacji. Powstał trend „mobile first” i czas było przejąć kontrolę nad całym naszym ekosystemem. Postanowiliśmy, że czas wprowadzić wspólne wersjonowanie aplikacji Nozbe i wydać nasze własne appki, zbudowane przez nasz zespół. Podziękowaliśmy teamowi z Macoscope za współpracę, bo wspólnie zrobiliśmy coś ważnego. Nadszedł jednak czas na stworzenie własnego ekosystemu. Tak powstało Nozbe na wszystkie platformy: Web, Mac, Windows, iPhone, iPad i Android. 2014 rok – Nozbe i podwojenie zespołu Rynek zmieniał się jeszcze dynamiczniej niż w poprzednich latach i zrozumieliśmy kolejną rzecz: aplikacja na iPhone’a nie może być tylko „mobilną”, uboższą wersją naszej głównej aplikacji. Musi mieć prawie tyle samo funkcji, bo użytkownicy często tylko z takiej wersji Nozbe korzystają. Tak powstał projekt Nozbe który tworzyliśmy pod hasłem „mobile first”, czyli zaczynając od projektowania na ekrany mobilne, a potem dopiero skalując efekty pracy na ekrany komputera. W międzyczasie także podwoił nam się zespół. Do 2013 rijy liczył 12 osób, a do końca 2014 – liczba pracowników wzrosła do 24. 2015 rok – Nozbe na zegarek Apple Watch Jak już opisywałem na łamach iMagazine, praca w Nozbe to też świetna wymówka, aby co roku zmieniać iPhone’a na najnowszy model oraz kupować nowe gadżety. Wszystko po to, aby zawsze być ze wszystkim na bieżąco. Nie inaczej było z Apple Watchem. Kupiliśmy na początku dwa zegarki: jeden dla mnie, a drugi dla naszego dewelopera iOS… I wkrótce po premierze zegarka mieliśmy aplikację Nozbe na nadgarstku. Codziennie jej używam i, wbrew pozorom, przeglądanie nowych zadań na zegarku jest całkiem wygodne! 2015 rok – szablony projektów – czyli uczymy się razem! Nasze doświadczenia z kursem „10 kroków” i przygodą w Japonii z „PublicNozbe” zaowocowały nowym projektem – Dzięki niemu użytkownicy mogą publikować szablony swoich projektów Nozbe i dzielić się w ten sposób wiedzą i doświadczeniem. Jak wykonać przegląd tygodnia? Co spakować na zawody triatlonowe? Jak upiec ciasto? Jak przebiec 10 km poniżej 50 minut? Jest tam wszystko! A baza wiedzy rośnie każdego dnia. W 2017 roku uruchomimy wersję tego dodatku do Nozbe i mamy nadzieję na jeszcze więcej „gotowców” stworzonych przez użytkowników. 2016 rok – Nozbe i zwrot w kierunku klientów biznesowych Nozbe od początku było narzędziem wspomagającym organizację spraw. Z czasem zauważyliśmy, że wiele projektów realizujemy przecież z pomocą innych ludzi, więc wprowadziliśmy współdzielenie projektów i z czasem – tworzenie zespołów w Nozbe. Jednak dopiero w wersji podeszliśmy do sprawy na poważnie i oprócz redesignu, nowego logo i innych udogodnień wprowadziliśmy konta dla biznesu. Celem było to, aby firmy i zespoły faktycznie mogły komunikować się skutecznie poprzez zadania – tak, jak robimy to my, używając Nozbe do tworzenia Nozbe. Naszym głównym konkurentem staje się email, który ciągle w wielu firmach używany jest do zarządzania projektami. 2017 rok – dziesięć lat Nozbe, a my dopiero zaczynamy! Dziesięć lat minęło jak jeden dzień. Choć wiele osób pyta mnie, czy się jeszcze tym nie znudziłem, ja nadal jestem zmotywowany do dalszej pracy nad Nozbe. Właściwie, to jestem super podekscytowany, bo widzę, ile jest jeszcze do zrobienia. Na ten rok i na kolejną dekadę mamy wiele ambitnych planów. Nie chcemy dominować świata, ale zamierzamy pomóc w organizacji zadań i projektów jak największej ilości osób i ich zespołów. Chcemy, aby osiągali sukcesy dzięki naszej aplikacji. Przy okazji wspomnę, że właśnie przekroczyliśmy barierę 400 tysięcy kont w Nozbe. Mamy dziesięć wersji językowych i obsługujemy sześć walut. Najwięcej użytkowników mamy z krajów anglojęzycznych – takich jak USA, Kanada, Wielka Brytania i Australia, ale zaraz potem jest Polska i ciągle Japonia. Czyli można powiedzieć, że jesteśmy w pełni globalną firmą. I do tego pracujemy w systemie „No Office”, czyli bez biura – każdy pracuje z domu. Jak widać, poznawanie nowych trendów i technologii oraz wykorzystanie ich w rozwoju Nozbe nieustannie sprawia mi niesamowitą frajdę. karolincia0312 Hippopotamus is a huge animal. It is thick. Although it is a large animal, the tail is short. He likes long stay in the water, practically it does not go. He is not hairy and his skin is jest opis hipopotama ;) 2 votes Thanks 1

minęło dziesięć lat jak wygląda teraz twoje życie opowiedz